b4 Moje przygotowania do drugiej części sezonu zaczęły się na dobre i mam już pierwszy *start treningowy za sobą. Tym razem wziąłem udział w sztafecie ALE GO PRO w Brodnicy w ramach VOLVO Triathlon Series na dystansie 1/4 Ironmana. Skład drużyny tworzyli członkowie Sinnet Clubu. W konkurencji pływackiej wystąpił Adam Kuligowski, na rowerze pojechał Rafał Sosna (uzyskując 1. czas wśród sztafet), a ja tym razem biegałem.

b10Chciałbym na początku zacząć od wyjaśnienia gwiazdki przy „starcie treningowym”. Osatnio miałem okazję wypowiedzieć się na ten temat na ALE Vlogu. Dla tych, którzy nie przepadają za moim głosem, ale znoszą tekst, postaram sie napisać ;) Przynajmniej w środowisku kolarskim termin „strart trenignowy” jest zdecydowanym pejoratywem. Jest pewna grupa zawodników, którzy w trakcie wyścigu, w momencie kiedy im nie idzie najlepiej, wyciągają hasło „start treningowy” niczym białą flagę na znak kapitulacji:) Inaczej mówiąc mają tendencję do tłumaczenia swojego niepowodzenia nie brakiem formy, lecz faktem, że trenują i nie mogą dać z siebie wszytkiego, bo na tym właśnie polega ich trening. Czasem nawet zdarza się im w relacjach napisać: „no i jak mi odjechała grupa, bo się poślizgnąłem, to zwolniłem i potraktowałem ten strat treningowo.”

Może już dość o innych, bo chciałbym przedstawić moją b6definicję startu trenigowego. Jest to wyścig, który występuje w trakcie przygotowań do imprezy docelowej i polega na tym, że zawodnik (chodzi tutaj np. o mnie) daje z siebie 100%. W odróżnieniu od docelowych startów, tutaj zawodnik cierpi znacznie bardziej, bo daje z siebie wszystko, a efekty tego wysiłku nie są takie jak w najwyższej dyspozycji. Dlatego w trakcie biegu (jak tutaj w Brodnicy) cały czas starałem się biec w tempie 3:10-3:15 min/km, chociaz zdawałem sobie sprawę, że w wsokiej formie powinienem biec 3:00-3:05min/km. Ten fakt jest na tyle irytujący, że staram się osiągnąć jak najwyższe tempo i jedyne co mnie ogranicza, to moje 100% zaangażowanie i maksymalny wysiłek:)

b1Taka jest właśnie moja definicja startu treningowego:) W Brodnicy miałem do przebiegnięcia 10,5km. Doskonale zdawałem sobie sprawę w jakiej jestem dyspozycji, bo dopiero zaczynam przygotowania, a głównym celem na drugą część sezonu sa Mistrzostwa Świata w Zell am See 30-go sierpnia.Zawsze przed zawodami jestem bardzo mocno skupiony na swoim zadaniu, a tutaj dodatkową motywacją była praca zespołowa. Jak to w drużynie, każdy stara się wypaść jak najlepiej, albo inaczej – dać z siebie wszystko – by nie nikogo nie zawieść.  W trakcie zawodów sztafety startowały razem z wyścigiem indywidualnym na tym samym dystansie.

 

 

b8Oczekując w strefie zmian na swoją kolej liczyłem potencjalny czas,który jestem w stanie odrobić w trakcie biegu, a ten powoli mijał:) Pierwszy w strefie zmian pojawił się Jakub Dec, który oczywiście nie rywalizował ze sztafetami, ale wiadomo, że każdy z nas chciał jako pierwszy wbiec na linię męty. Kiedy zacząłem swój bieg moja strata do Kuby wynosiła ponad 6 minut. Mimo że na pierwszy rzut  oka taki czas wydaje się niemożliwy do odrobienia, to właśnie to było moim celem. Co prawda byliśmy już na prowadzeniu wśród sztafet, ale i tak musiałem wykonać swoje zadanie na maxa i dogonienie Kuby było dla mnie wielkim wyzwaniem.

b9Przez cały czas skupiałem się na tym, by utrzymać jak najwyższe tempo. To właśnie o tym pisałem na początku. Wiedziałem jakie są moje najlepsze możliwosci i za wszelką cenę dążyłem do ich osiągnięcia. Ze wględu na aktualny poziom sportowy ich osiągnięcie bylo niemożliwe,  ale za to trwała nieustanna walka by cały czas „podbijać” tempo. Przed długi czas nie miałem pojęcia jak mi idzie, bo przed sobą, nawet w oddali nie widziałem nikogo, a przecież chciałem zniwelować całą stratę. b3W okolicach półmetka minąłem się z Jakubem, przybiliśmy sobie piątkę, ale każdy z nas biegł w przeciwnym kierunku:) Miałem wówczas ok 1,5km straty. Niestety w okolicy 5-go km. złapała mnie niespodziewanie kolka i musiałem zwolinić tempo do ok  3:50min/km. Na szczęście po 2km walki z kolką wróciłem do poprzedniego tempa i goniłem w kierunku mety. Około 8-go kilometra  zauwazyłem w oddali Kubą i wtedy wiedziałem, że nie mogę zmarnować tej szansy.

b5Zaledwie 500m przed metą osiągnąłem swój cel i objąłem prowdzenie w wirtualnej rywalizacji. Wirtualnej, bo jasne jest, że zawodnik startujący indywidualnie w triathlonie nie ma takich szans, co trzech zawodników wykonujących pojedyncze konkurencje. Mimo wszystko cel został osiągnięty, a nasza sztafeta zajęła 1 miejce :)