fot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl   Minęło pół rok od poprzedniego wpisu i tym samym od ostatniego startu. W związku z tym mam dużo do opowiedzenia, ale chyba poprzestanę na krótkich wyjaśnieniach, bo dużo ciekawsze jest to co dzieje się teraz i będzie się działo w najbliższych tygodniach i miesiącach. Najważniejszym wydarzeniem jest mój powrót do zdrowia, do ścigania i długowyczekiwany start w Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2016. 

HER98_59542_2016

Dezorientacja na powyższym zdjęciu bardzo dokładnie opisuje moje przedstartowe obawy :) To może teraz napiszę o co chodzi z moim nietypowym sezonem.Zaraz po zakończeniu, notabene w tym samym miejscu, PZU Półmaratonu Gdyńskiego w marcu bieżącego roku, dopadła mnie kolejna choroba. Niby lekkie przeziębienie, ale z dnia na dzień mój stan się tylko pogarszał. Badania wykazały (podobnie jak w styczniu) obwitą ilość bakterii, więc nie było innego rozwiązania jak kuracja antybiotykami. Leczenie długo się ciągnęło, ale wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku. Skracając całą opowieść dodam, że konsekwencje tej i poprzedniej choroby nie pozwoliły mi na trenowanie przez kolejne trzy miesiące, a głównym objawem była chroniczna senność. Próbowałem wychodzić na treningi, ale kończyło się to po kilkuset metrach biegu lub kilku kilometrach jazdy na rowerze, kiedy zamykały mi się oczy i kończył się film. Nie! Nie miałem cukrzycy, boreliozy, narkolepsji, zaburzeń h. tarczycy, zaburzeń pracy serca, gronkowca, bakterii, grzybów, zakażeń i innych chorób, których u mnie podejrzewano :) Pomijając kilka miesięcy i zapominając o zaplanowanych startach (Mistrzstowa Europy, IM70.3 w Barcelonie, itp.) udało mi się dojść do pełnego zdrowia na początku czerwca.

Dokładnie 13. czerwca zacząłem treningi we włoskiej miejscowości Selva di Valgardena, przy okazji zaplanowanego od roku wyjazdu ze znajomym kolarzem. Na zdjęciach wszytko wyglądało pięknie, ale mówiąc o swojej dyspozycji nie mogę nawet użyć słowa ‚forma’, ponieważ nawet ‚słaba forma’ to zbyt duże określenie. Zaczynałem od zera, które mogę przyrównać do jakiegoś okresu może sprzed 10-15lat. Tutaj kończy się mój lament, bo z każdym dniem notowałem świetny postęp, mimo że byłem jedyną osobą która go dostrzegała. :) Treningi w Alpach pomogły mi wrócić do regularnych treningów i przekonać się, że moja choroba i dolegliwości ustąpiły na dobre. Wróciłem do domu, gdzie trenuje mi się najlepiej na cały świecie i zacząłem myśleć o startach. :) W ten sposób dotrwałem do połówki w Gdyni i jestem z powrotem w grze. :)

13886305_1187124181328660_4801919108369090664_n

Jeszcze na kilka tygodni przed zawodami nie byłem pewien swojego startu, chociaż bardzo na niego liczyłem. Jakub Czaja – mój trener – potrzebował zobaczyć jak będę sobie radził na kolejnych mocniejszych treningach i w końcu zgodził się na udział w gdyńskim triathlonie. Niestety uprzedzał mnie, że start w Gdyni jest tylko przystaniem po drodze do Mistrzostw Świata w duathlonie. Jeszcze do samego startu myślałem sobie: „a tam gadanie…”. :) W trakcie wyścigu dokładnie zrozumiałem co Kuba miał na myśli.

O zawodach nie będę się tym razem mocno rozpisywał. Bardzo mnie cieszy znaczna poprawa w pływaniu. Cztery minuty szybciej względem 2014 roku to już coś. Mogę tylko dodać, że na basenie pływam znacznie szybciej i wiem, że tempo z basenu przełożę kiedyś na open water.

Na rowerze cały czas goniłem siebie. :) Znam swoje możliwości z dobrej i najlepszej dyspozycji i patrząc na generowaną moc, cały czas starałem się dokręcać, a i tak było za mało. Na pewno dałem z siebie wszystko, bo od samego początku biegu towarzyszyły mi mikroskurcze. Nie miałem dawno z czymś takim do czynienia, dlatego starłem się zachować rozsądnie. Wiedziałem, że przede mną jest na pewno Michał Podsiadłowski, który wyprzedził  mnie w okolicach Bieszkowic i starałem się jak najszybciej go dogonić. Na pierwszej rundzie nie szło mi najlepiej, a raczej nie najlżej, natomiast druga i trzecia to była czysta przyjemność.

Po wyprzedzeniu Michała odpuściłem śrubowanie tempa obawiając się, że mogę przypłacić na tyle silnym skurczem, że nie będę w stanie w ogóle biec. Z drugiej strony korciła mnie rywalizacja korespondencyjna z zawodnikami z kategorii PRO, ale rozsądek kazał mi pilnować tego co miałem, bo łatwo było stracić nawet podium w AG.

Już na sam koniec chciałbym zainteresowanym wyjaśnić mój start w Age Group zamiast w kategorii PRO. Na kilka tygodni przed wyścigiem złożyłem wniosek do Ironman o przyznanie licencji i możliwości startu w kategorii PRO w Gdyni. Niestety nie uzyskałem zgody ze względu na termin zgłoszenia. Próbowałem także innymi kanałami, ale i to nie przyniosło skutku. Dla pocieszenia hejterów tego rozwiązania dodam, że nie zabrałem nikomu slota na MŚ. Zostawiłem dla kolejnej osoby, bo w sezonie 2017 będę już startował w kategorii PRO, o ile znowu nie zachoruję na pół roku i będę miał tylko jeden start w tri. ;)

Tymczasem zostały mi ostatnie tygodnie do MŚ w duathlonie na długim dystansie w szwajcarskim Zofingem (4.09.2016). Oczywiście niezmiennie w kategorii PRO. :)13925949_1187108934663518_2443423361013071209_ofot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl HER98_43405_2016 fot.Adrian Sajko/Maratomania.pl