Minionej niedzieli odbył się już mój 7 start w tym roku, kóry zakończyłem 4-tą wygraną. Pozostałe 3 starty, to 3 drugie miejsca, w tym najcenniejsze – z Mistrzostw Europy. Podczas zawodów w Łodzi ustanowiłem rekord życiowy na 10km i wynosi obecnie 30:46 (poprzedni 31:00 z 11.11.2013). Nie ukrywam, że jestem z tego powodu ogromnie szczęśliwy, ale o tym pozwolę sobie jeszcze za chwilę.
Do Atlas Areny w Łodzi przyjechałem już w piątek i przez dwa dni byłem obecny podczas expo DOZ Maratonu Łódzkiego z PZU oraz ALE 10k RUN. W ciągu dwóch dni przeprowadziłem dziesiątki rozmów, głównie z uczestnikami maratonu i biegu na 10km, z którymi mogłem podzielić się informacjami na temat biegania, treningów, produktów ALE (www.alenergy.eu), ich przeznaczenia, składu, działania i zastosowania.
Przy okazji EXPO znalazłem oczywiście czas na krótkie treningi i nie były one intensywne ze względu na planowany mocny bieg w niedzielę rano.
Moje nastawienie do startu było mocno fighterskie, bo miałem na celu walkę o
poprawienie rekordu życiowego. Razem z moim trenerem Jakubem Czają, który również był obecny na stoisku ALE w Atlas Arenie, ustaliliśmy plan działania na niedzielę, co pozowliło mi skupić się na wyznaczonym zadaniu. Był bardzo prosty, bo znałem tempo w jakim powinienem biec, by uzyskać zakładany wynik i musiałem tylko uważać, by nie popełnić błedów z poprzednich lat:) Głównie mam tutaj na myśli zbytnią euforię w trakcie biegu, co często objawiało się u mnie za wysokim tempem od początku zawodów. Będąc bogatszym w doświadczenia z poprzednich lat i mając jasne wskazówki od trenera, spokojnie oczekiwałem na bieg. Podobnie jak w poprzednim tygodniu, nie miałem powodów do przeprowadzania wnikliwych analiz przedstartowych, co w mojej opinii nie służy w takich okolicznościach.
W niedzielę rano pogoda nie rozpieszczała, bo padał przelotny deszcz, a temperatura niezmiennie wynosiła 3,5st. C. Na pierwszy rzut oka może się wydawać nieprzyjemnie. Na szczęście dzięki zdobytemu doświadczeniu wiem, że najlepszą temperaturą na bardzo szybkie bieganie jest ok 5st. C, a najważniejszym czynnikiem atmosferycznym decydującym o powodzeniu w zawodach jest wiatr, który miał być bardzo słaby. Poza tym mój tryb wyścigowy działał już na tyle skutecznie, że trudno mnie było zdemotywować.
Start do zawodów odbył się równocześnie dla biegu na 10km immaratonu. Od samego początku wystartowałem jako pierwszy i do 5-go kilometra prowadziłem bieg mając za sobą jednego zawodnika. Ten dystans pokonałem w ok. 15min15s, co było bardzo dobrym rezultatem. Zdawałem sobie sprawę, że nie mogę za bardzo przejmować się obecnością „pasażera”, który kilkakrotnie o mało nie ściągnął mi butów, bo znając realia biegów na 10km, różnice między zawodnikami objawiąja się mniej więcej po 5km. Tym razem było podobnie i 6-ty kilometr przebiegłem już sam, starając się trzymać równe tempo aż do mety.
W trakcie biegu nie odczuwałem żadnych kryzysów, ale obawiałem się, że w przypadku próby znacznego podkręcenia tempa mogłby się zacząć kłopoty. Z tego powodu zarezerwowałem sobie ostatni kilometr jako bezpieczny dystans na bieg bez opamiętania i tym samym przekroczyłem metę jako zwycięzca, uzyskując wynik 30:46. Uważam, za doskonały rezultat i jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwy. Oczywiście największa jest w tym zasługa mojego trenera Jakuba Czaji, który w taki sposób dobiera obciążenia i planuje moje treningnu, że cały czas mogę się rozwijać i robić postępy.
Na zdjęciu po prawej widać kadr z mojej rozmowy z Kubą zaraz
po zakończeniu biegu. Może to się wydawać dziwne, że rozmawiam z trenerem używjąc mikrofonu, ale wynikało to z faktu prowadzenia przez Kubę telewizyjnej relacji na żywo z DOZ Maratonu Łodzkiego z PZU 😉
Trudno nie być zadowolonym, kiedy osiąga się takie wyniki jak ten wczorajszy i sprzed tygodnia, więc nie ukrywam, że jestem z tego powodu szczęśliwy. Oczywiście traktuję to jako wielki sukces, ale jest też to krok w kierunku jeszcze lepszych wyników. Uważam, że nie da się od razu (przynajmniej w moim przypadku) podciągnąć się o kilka klas do przodu/do góry, ale przy dobrym treningu właśnie krok za krokiem zbliżać się do najlepszych na Świecie :)Teraz będę miał chwilkę przerwy od ważnych startów, chociaż za dwa tygodnie wezmę udział w eliminacjach do Mistrzostw Świata w triathlonie na dystansie 1/2IM w ramach zawodów Ironman 70.3 w Aix-en-Provence.