O zawodach organizowanych przez Torus Triathlon Team dowiedziałem się od mojego trenera na początku roku. Wiedziałem, że będzie to bardzo ważny dla mnie start, bo to dopiero mój 3-ci triathlon, który w dodatku odbędzie się w połowie przygotowań do pierwszych zawodów w open water. Jak widać na poniższym zdjęciu, miasteczko zawodów zrobiło bardzo pozytywne wrażenie, a cała reszta była na równie wysokim poziomie.
Na terenie Sport Stacji pojawiłem się już około godziny 8 rano, by wziąć udział w odprawie technicznej i bez stresu przygotować się do swojego startu o godzinie 15. Kiedy byłem jeszcze młodziutkim kolarzem, nie lubiłem startów o tak później porze, bo zżerał mnie bardzo silny stres. Na szczęście teraz godzina startu nie ma dla mnie znaczenia, a występujący stres jest zupełnie innej natury i na szczęście jest zdecydowanie bardziej mobilizujący. W sumie to jest wyłącznie mobilizujący;) Adekwatne będzie w tym momencie powiedzenie „do brzegu”, bo mam tendencję do mnożenia zdań w moich relacjach.
PŁYWANIE
Jak w każdym triathlonie zaczynaliśmy zawody od pływania. Tym razem mieliśmy do pokonania 750m czyli 30 długości basenu. Organizacja zawodów przebiegała bardzo sprawnie i sygnał do startu usłyszeliśmy punktualnie o godzinie 15. Cóż mogę powiedzieć… Moja głowa podczas tej konkurencji nie była niestety w wodzie, lecz gdzieś w kosmosie, stąd też cała praca wykonana na treningach, na czas trwania zawodów się utaiła:P Tak właśnie bywa u tzw. świeżaków, czyli zawodników zaczynających swoją przygodę z triathlonem. Oczywiście mam do siebie ogromne pretensje, że nie zrobiłem przynajmniej tego, co na treningach, ale z drugiej strony do maja mam jeszcze czas, by nie tracić głowy w wodzie:)
ROWER
Teraz będzie mi się pisało dużo łatwiej, bo jak wiadomo rower i bieganie są tym, co wychodzi mi najlepiej. Zaznaczam od razu, że mimo wszystko teraz już uwielbiam pływać, tylko potrzebują poprawić wyniki;) Jak widać na zdjęciu na rowerze wcale nie było łatwo. Można tutaj dyskutować na temat sprawiedliwości tej konkurencji lub jej braku, ale nic mądrego nie da się napisać poza tym, że była duża rozbieżność między deklaratywnym poziomem równego obciążenia wszystkich rowerów, a jego subiektywną oceną przez uczestników i obserwatorów. Dla mnie było to o tyle trudne, że z wody wyszedłem na 11 pozycji, co znaczy, że miałem duże straty do odrobienia. Po wejściu na rower zacząłem kręcić tak mocno jak tylko mogłem i początkowo licznik pokazywał ponad 70km/h. Przez pozostałą część dystansu starałem się trzymać powyżej 60km/h a ostani kilometr (na 20km) ok. 55km/h by móc nieco odpocząć przed finałową konkurencją.
BIEG
Od samego początku biegu byłem przekonany, że uda mi się odrobić stratę ok. 1min do prowadzących zawodników i bieg na 5km zacząłem od prędkości 18,7km/h. Po krótkim wprowadzeniu przyspieszyłem do 19km/h i chyba na ok. 3-cim kilometrze objąłem prowadzenie w zawodach. Od początku ostatniego kilometra poprosiłem wolontariusza o maksymalną prędkość bieżni, czyli 20km/h. Biegło mi się bardzo swobodnie, lecz po 600m moja bieżnia i dwie sąsiednie powiedziały STOP. Z mojego inżynierskiego punktu wiedzenia wiem co było tego przyczyną, z mojego psychologicznego punktu widzenia wiem jak powinienem był się zachować w takim momencie, lecz z zawodniczego punktu widzenie – w trakcie zawodów- te dwa poprzednie nie miały żadnego znaczenia i muszę przyznać, że ta sytuacja bardzo mocno mnie „zagotowała”. W tym miejscu przepraszam tych, którzy byli wokół mnie, w tym Marcina Waniewskiego, za swoje zachowanie, co też uczyniłem osobiście. Byłem na prowadzeniu i biegłem z maksymalną prędkością bieżni a do mety zostało mi zaledwie 400m… Tak po prostu się zdarza i jest to zrozumiałe (teraz;)). Po krótkim zamieszaniu organizatorzy zdecydowali o zakończeniu zawodów w tym właśnie miejscu, wiec mogłem się cieszyć za bardzo ciężko wywalczonego zwycięstwa.

To był mój czwarty start w tym roku i druga wygrana. Jest to niewątpliwie bardzo dobry początek sezonu i cieszą mnie nie tylko zdobyte miejsca, lecz przede wszystkim poziom sportowy jaki w tym momencie prezentuję. O pływaniu pisałem wcześniej, więc pracuję nad tą konkurencją bardzo intensywnie. Teraz będę miał kilka tygodni bez startów, by móc poświęcić czas na bardzo intensywne przygotowania, które ukierunkowane są na kwietniowe Mistrzostwa Europy ITU w duathlonie na długim dystansie. Nie wiem czy o tym wspominałem, ale prawdopodobnie będzie to mój jedyny występ w tej dyscyplinie, ponieważ reszta kalendarza opiera się o triathlon, biegi i kilka wyścigów rowerowych. Teraz najbliższy start to Mistrzostwa Polski w biegach przełajowych, które odbędą się 21-go marca w Iławie.
Zapraszam do obejrzenia viedeorelacji, w tym mojej wypowiedzi, na portalu TRÓJMIASTO.PL
Przedstartowa pogadanka w szatni
Tutaj jeszcze bieżnia nadążała za mną;)
