Miniony tydzień spędziłem na treningach w Warszawie, gdzie skupiałem się na poprawieniu umiejętności pływackich pod okiem mojego trenera pływania Włodzimierza Szpakiewicza z Sinnet Clubu. Do Gdyni wróciłem w piątek wieczorem, by w sobotę móc odpocząć u siebie. To nie znaczy, że byłem w sobotę bez treningu, bo miałem ich dwa, ale znalazłem również czas by pokibicować moim kolegom w Biegu Urodzinowym w Gdyni na 10km. Może powinienem wyjaśnić moją nieobecność na tych zawodach. Nie wystartowałem na zawodach w Gdyni z uwagi na Mistrzostwa Europy w duathlonie (prawdopodobnie jedyny start w tej dyscyplinie w 2015r.), które odbędą się w kwietniu i budowanie formy biegowej w tym momencie nie byłoby sprzyjające moim przygotowaniom.

Udział w City Trailu w Gdańsku to zdecydowanie inny rodzaj biegu (5km) i nie wymaga takiego przygotowania jak start na 10km. Był to kolejny mój start przygotowawczy, który ma pozwolić na poprawienie moich umiejętności biegowych i oczywiście podniesienie mojego poziomu biegowego. Do tego startu byłem nastawiony bardzo bojowo, bo zdaję sobie sprawę, że moja dyspozycja w tym roku jest zdecydowania lepsza niż w 2014r, co oczywiście jest zasługą mojego trenera Jakuba Czaji. Przed startem zakładałem, że nie mogę czekać z późniejszym przyspieszeniem, bo 5km to jest taki dystans, na którym cały czas można „robić ogień”. Moim celem na ten bieg było złamanie granicy 17minut, bo nie przypominam sobie, żeby wcześniej któryś z chłopaków tego dokonał.


fot. Agnieszka Rupińska

Zgodnie z przedstartowymi założeniami od samego startu narzuciłem bardzo wysokie tempo i nie oglądając się za siebie cały czas starałem się biec „pod korek” 🙂 Słyszałem, że biegnie za mną jeden zawodnik i byłem przekonany, że jest to Michał Rolbiecki, który wielokrotnie wygrywał w poprzednich edycjach City Trail. Na prowadzeniu byłem do ok. 3-go kilometra, gdzie Michał nieznacznie mnie wyprzedził na zbiegu. Po wybiegnięciu na wypłaszczenie wróciłem na prowadzenie i starałem się jeszcze bardziej podpiłować tempo z nadzieją, że może trafię na chwilę słabości Michała. Efekt był taki, że przez to sam byłem bliski może nie słabości, ale „wykorkowania” 😀


fot. Agata Masiulaniec

Ostatni kilometr to dalsze pilnowanie wysokiego tempa i myśli o trudnym finiszu z uwagi na fakt, że Michał jest profesjonalnym biegaczem, a mój „rodowód” sportowy, to kolarstwo. Po wybiegnięciu na ostatnią prostą Michał rozpoczął atak, na który byłem w stanie odpowiedzieć zwiększeniem tempa, ale nie na tyle, by go dogonić i wyprzedzić. Na metę wpadłem z czasem 16:43, tracąc 2s do zwycięzcy. Uważam to za doskonały rezultat, tym bardziej, że na tej samej trasie przed dwoma miesiącami zameldowałem się ok. minutę później. Poza tym mój poprzedni rekord z tej trasy wynosił ok 17:08. Wyniki: KLIKNIJ TUTAJ


fot. Ala kolecka


Z Adamem Kolarskim z NEXUS Team, który bardzo mocno mnie wspiera niemal na wszystkich lokalnych zawodach


2-gi kilometr 2 miesiace później 😉