Mimo że nadal mamy rok 2014, to ja zdążyłem już zaliczyć pierwszy start w 2015… Oczywiście nie zgłupiałem, tylko dzisiejsze zawody traktuję już jako element nowego sezonu 2015 i stąd takie małe zamieszanie:) Co do samego startu, to oczywiście nie był to dla mnie żaden priorytet, a doskonały akcent na koniec 3-go tygodnia przygotowań. Nie jest też tak, jak czasem zdarza się niektórym zawodnikom, że skoro biegłem „treningowo” to nie dałem z siebie 100%. U mnie start „treningowy” zwany także przygotowawczym, to są zawody w których również daję z siebie 100%. Nieco inny charakter takich zawodów wynika z faktu, że jestem w takim etapie przygotowań, że np. biorę udział w zawodach nawet dzień bezpośrednio po bardzo ciężkim treningu/treningach.
W sumie to dopiero teraz napiszę o samych zawodach, bo w poprzednim akapicie napisał mi się taki wstęp:D Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że dzisiaj było mega zimowo! Na szczęście były to zawody biegowe, a nie rowerowe, więc bez przeszkód można było działać.
Rano oczywiście odbiór numer startowego, potem krótka rozmowa ze Strażą Miejską z GD o tym gdzie najlepiej zaparkować (bo gdzie nie wolno, to już wiedziałem), aż w końcu udałem się na rozgrzewkę. Rozgrzewkę przeprowadziłem według zaleceń trenera i dla niego też następne zdjęcie, żeby nie pomyślał, że oszukiwałem i nie zrobiłem 4km:P
Po rozgrzewce zostało trochę czasu na rozciągnie i zorientowanie się w obecności chłopaków z pomorskiej czołówki. Na szczęście zjawili się wszyscy, za wyjątkiem Daniela Chuchały, stąd też wiedziałem, że będzie superciężko i superfajnie 🙂
Od samego startu starałem się trzymać czołówki, chociaż wiedziałem, że nie mam się co wychylać, bo do tego trzeba mieć formę:D do 2-go km dość spokojnie, chociaż przesunąłem się na 3-cią pozycją, którą straciłem na rzecz Michała Czapińskiego na dość stromym zbiegu, a potem starałem się odrobić jakoś stratę do chłopaków. Do pierwszej dwójki, Oskara Przysiężnego i Michała Rolbieckiego, było już za daleko, a do Michała Czapińskiego również nie udało się dojść, chociaż moja strata się nie powiększała (tak czułem).
Na metę przybiegłem z czasem 17:41 (WYNIKI), co jest dla mnie w tym momencie satysfakcjonującym wynikiem. Najbardziej z dzisiejszego dnia cieszy mnie BRAK KOLKI (tej wysiłkowej, bo kolka=coca-cola, to standard po zawodach). Chyba po raz pierwszy od ponad roku dałem z siebie wszystko, pobiegłem na maxa i nie tyle nie miałem kolki, co nie odczuwałem symptomów początkujących tę dolegliwość.
Podsumowując dzisiejszy start, bardzo się cieszę i jutro dalej wracam do ciężkich treningów (bo na lekkie nie ma czasu;) ), a kolejne zawody już we właściwym 2015 roku, 18-go stycznia w Łodzi:)

Jak widać Kuba mówi, że jest OK! /fot. Adam Kolarski